wtorek, 10 stycznia 2012

Gdy w końcu uda mi się znaleść klucz do szczęścia okazuje się, że jakiś dupek juś wymienił zamki...!

Może najpierw napiszę jak było na WOŚP...



Była to niedziela więc najpierw do kościoła. Po kościele z Andzią do CCC- tak z nudów. Wpadłyśmy na pomysł, że pojedziemy na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Więc to miało być ogólnie tak, że miałam tam iść z Agatą i Andzią, ale zadzwoniła Nacia i poszła z nami. Na początku było trochę nudno. Zaczepiły nas jakieś wolontariuszki. Okazało się, że jedna z nich to chodziła na siatkówkę do MOS-u. Później zaczął padać deszcz więc poszłyśmy do Solarisa. Jak byłyśmy w Solarisie to zadzwonił do mnie tato i powiedział, że czeka na nas koło straży pożarnej [ ;-D]. Poszłam do taty z Agatą a dziewczyny zostały jeszcze chwilę w Solarisie. Miały do nas dojść. Oczywiście nas olały ale nie był to jednak dzień stracony... Z tatą pałętaliśmy się koło straży i było fajnie bo było kilku znajomych taty. Dokładnie to cała zmiana 2 z JRG 2 w Opolu i ze zmiany 1  był pan Marcin [ z OSP Dobrzeń Wielki.]. Zmierzając powoli w kierunku przystanku ktoś zaczepił tatę. Okazało się, że był to pan Dawid. Trochę pogawędziliśmy no i na przystanek... Dalej to już nic ciekawego...
*          *          *     
W późniejsze dni było... no... nie najgorzej... Dni były fajne w szkole to głupie w domu, fajne w domu głupie w domu. W sumie to bardziej były fajne niż głupie. Chociaż to mnie cieszy! No i to by było na tyle...
                                            Paa.! ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz