środa, 8 czerwca 2011

Ile razy komuś zaufamy, ile razy ktoś zniszczy nasze nadzieje?


Zaczęło się beznadziejnie... Miałam fajny sen i ten cholerny budzik mi go zepsuł. W szkole na pierwszej lekcji- próba do Poloneza. Masakra! Tańczyłam z jakimś typkiem z "C". Później fochnęłam się na Hankę, bo wkurzyła mnie i w ogóle miałam na nią focha od wtorku [7.O6.2O11]. Nie lubię osób, które zabraniają mi być sobą. A co do dzisiaj to po lekcjach [ na dworze] było wręcz przeciwnie!
Najpierw niewinnie z Oli, później przyszła Nacia i Zajączek.
Zając miał fajną rzecz [ ten, kto był to wie]. Później spotkanie 2 na 2 ze Strażą miejską.
- Dzień dobry. [ cienta riposta od Na**]
Na szczęście nie przyjechali do nas ani po nas! Następnie- Bieżnia. Dobrze, że remontują nam szkołę...
Gdyby tego nie robili to nie byłoby tyle zabawy! Dzisiaj była masakra.
Rozdupcali jakieś coś co łatwo się paliło. Ale to było dobre!!
Pod koniec spokojnie malowaliśmy czymś czym się bardzo fajnie rysuje i maluje ;-D.
Zdj. na górze zostało właśnie wtedy zrobione.                            
                                                                                                                  Pozdro dla was wszystkich!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz